Budowanie marki w niszowej branży | Rozmowa z Darią Mazurowską (ZPłatka)

Rozmowa z Darią Mazurowską (ZPłatka) o tym, jak niszowa pasja do prasowania kwiatów przerodziła się w biznes. O działalności nierejestrowanej, wejściu do mediów, skalowaniu rękodzieła przez ebook i kurs online oraz o tym, dlaczego warto zaczynać małymi krokami i nie bać się konkurencji.

Kilka słów o naszej rozmówczyni:

Daria Mazurowska. Właścicielka marki Z PŁATKA, ekspertka w dziedzinie prasowania i konserwacji kwiatów, mama, liderka w korporacji z dziesięcioletnim doświadczeniem. 

Autorka pierwszych w Polsce materiałów edukacyjnych o prasowaniu kwiatów: e-booka „Ze mną pójdzie Ci jak z
płatka, czyli o prasowaniu kwiatów od A do Z”, kursu online „Podstawy prasowania kwiatów”, organizatorka warsztatów edukacyjnych i twórczych w rytmie slow, dzięki którym setki osób odkryły piękno i możliwości tej techniki. Twórczyni autorskich pras botanicznych. Jej prace i działalność były prezentowane w mediach ogólnopolskich – m.in. w Pytaniu na Śniadanie, Halo Polsat czy Budzi się ludzi – a także w wywiadach dla portali Onet czy Łódź.pl. Codziennie inspiruje kobiety do samorealizacji i pokazuje, że twórczość i przedsiębiorczość mogą iść w parze z pasją, szacunkiem do natury i ogromnym ładunkiem emocjonalnym.

Darię znajdziesz tutaj:

Do posłuchania

Rozmowa do poczytania

Sylwia:
Witam na kolejnym spotkaniu z cyklu „Specka na online’ie”, w ramach naszej kalendarzowej akcji. Mam dzisiaj okazję przedstawić wam kolejną partnerkę, a jest nią Daria Mazurowska z Płatka. Dario, kilka słów o tobie, o twojej marce – jak to się stało, że znalazłaś się w online’ach?

Daria:
Cześć Sylwia, bardzo mi miło. Dziękuję za zaproszenie. Z przyjemnością biorę udział w kalendarzu adwentowym dla Specek, więc mam nadzieję, że ta rozmowa też troszeczkę zainspiruje inne.
Już mnie przedstawiłaś – Daria Mazurowska. Prowadzę markę Spłatka. Głównie zajmuję się konserwacją bukietów ślubnych w postaci kwiatowych obrazów, ale też taką edukacyjną sferą – nauczaniem prasowania kwiatów.

Daria:
I tak się znalazłam w tych online’ach, że gdybym miała sięgnąć pamięcią do lipca 2022, to sama pasja i sam temat prasowania kwiatów mnie po prostu znalazł. Faktycznie mnie znalazł – zobaczyłam zdjęcie w internecie i przepadłam. Tak bardzo mnie to zainteresowało, że zaczęłam uczyć się metodą prób i błędów (głównie błędów na początku, ale to jest ważne).

Daria:
To bardzo ważne, także w kontekście tego, jak to potem poprowadzić i znaleźć się w online’ach. Popełniałam mnóstwo błędów – myślę, że wszystkie możliwe – i nie poddawałam się. Dla dziewczyn, które nas oglądają: najważniejsze jest to, że jeśli poczujecie „to jest to”, macie taki błysk, że zyskałyście pasję, to warto pociągnąć temat i się nie poddawać, bo próby i błędy bardzo nas hartują.

Daria:
Zaczęłam tworzyć sobie – w zasadzie do szuflady – małe prace z prasowanych kwiatów. Prasowanie kwiatów, tak tytułem wprowadzenia, to suszenie kwiatów metodą zielnikową. Kojarzy nam się ze szkołą: każda z nas robiła zielnik, więc łatwo będzie zapamiętać. Natomiast nie ma to nic wspólnego z prasowaniem żelazkiem. Prasuje się w prasach botanicznych – używanych też do celów naukowych na uniwersytetach – ale my działamy bardziej w obszarze estetyki i „zatrzymywania wspomnień”, m.in. panien młodych.

Daria:
Zaczęłam robić kwiatowe literki. Najpierw trafiały do znajomych – miałam już ponad półtorarocznego synka, znajomym rodziły się dzieci, więc to był fajny pomysł na prezent. Potem zaczęłam umieszczać to na Instagramie i przemieniło się to z pojedynczych literek w jakieś inicjały. Pojawiło się pierwsze zamówienie – zupełnie niespodziewanie.

Daria:
Aż ostatecznie pierwszy obraz, który stworzyłam, to był obraz z bukietu, który sama ukręciłam na warsztatach metodą skrętoległą. Poszłam na warsztaty bukieciarstwa, zrobiłam bukiet – wyglądał jak wyglądał – ale zachowałam go w postaci obrazu.

Daria:
Potem wśród znajomych i rodziny ktoś brał ślub. Poprosiłam o kwiaty, bo stwierdziłam: „Jak masz wyrzucić, to lepiej oddaj mnie”. [śmiech] Potrzebowałam materiału do treningów. Zajarałam się w lipcu, potem była jesień i zima, więc kwiaty – wiadomo – głównie kwiaciarniane. A tu bukiet z kwiaciarni był piękny. I mówię: „Słuchaj, jak masz wyrzucić, to jest szansa, że stworzę dla ciebie piękną pamiątkę – dam im drugie życie”.

Daria:
Tobie nie będzie przykro, bo zainwestowałaś w te kwiaty i będziesz miała pamiątkę. Ja będę miała trening i będę mogła się pochwalić takim obrazem. Będzie mi miło coś ci sprezentować. I tak się zaczęło. Zaczęłam wrzucać coraz więcej obrazów na Instagram i każdy generował dodatkowe zamówienia.

Daria:
Musiałam zainteresować się działalnością nierejestrowaną. Mamy w Polsce taką instytucję – działalność nierejestrowaną – i to jest w ogóle złoto. Jestem ambasadorką pierwszego w Polsce raportu o działalności nierejestrowanej wśród kobiet, organizowanego przez Joannę Rukowską („Sprawa Mamy”).

Daria:
To jest mega, bo naprawdę – tam ponad 90 kilka… nie pamiętam dokładnie z raportu – chyba 97% dziewczyn, gdyby nie działalność nierejestrowana, w ogóle by nie założyły swoich biznesów.

Sylwia:
Tak, bo często te koszty i to wszystko przeraża, nie? A tutaj mamy okazję spróbować pomysłu i biznesu bez dodatkowych kosztów.

Daria:
Tak. Wystarczy prowadzić ewidencję przychodów i pilnować limitu. Jak ja zaczynałam gdzieś w 2023 zarabiać, limity były dużo niższe niż teraz, ale teraz myślę, że można fajne pieniądze z tego sobie dorywczo wyciągnąć.

Daria:
Chciałam działać legalnie. Skoro coś pojawia się na Instagramie, to może też zainteresować urząd skarbowy. Chciałam robić to legalnie i wtedy „z nieba mi spadła” Asia Rukowska z tematem działalności nierejestrowanej.

Daria:
Fakt faktem, długo na tej działalności nie pobyłam, bo zrobiło się na tyle dużo szumu wokół obrazów i tyle zamówień zaczęło wpływać, że byłam na działalności nierejestrowanej może dwa–trzy miesiące.

Daria:
I zupełnym przypadkiem – a może teraz już przeznaczeniem – klientka zapłaciła mi w ostatnim dniu miesiąca, a nie w pierwszym, i przekroczyłam limit przychodu. Musiałam zarejestrować działalność. Dużo w życiu dzieje się przypadkiem, ale te przypadki trzeba właściwie poprowadzić, żeby wyszło z nich coś więcej.

Daria:
Nie wolno ignorować znaków. Ja zyskałam ogromną pasję w bardzo trudnym momencie życia. Wierzę, że mnie to uratowało i było formą terapii. Prasowanie kwiatów jest mega uspokajające. Zawsze byłam w pędzie, dynamiczna, a wtedy siadałam wieczorem do kwiatów i „płatek po płatku, listek po listku” układałam je w prasie i zyskiwałam spokój.

Daria:
To był moment wytchnienia, a miałam wtedy macierzyński, więc wszystko kręciło się wokół synka. Było rutynowo – każdy dzień podobny. Okazało się, że z szybkiej osoby jestem w stanie usiąść i się odprężyć przy kwiatach. Nie miałam wcześniej kwiatów w domu, a teraz je suszę intencjonalnie.

Daria:
Rada: zwracajcie uwagę na to, co się dzieje. Jeśli coś wam się naprawdę podoba, nie ignorujcie tego. Pojedynczy zalążek, odpowiednio poprowadzony, może przerodzić się w pasję. Czy w biznes? Różnie. Ale warto spróbować, bo jest działalność nierejestrowana.

Daria:
Można legalnie dorabiać, bez zakładania firmy. To daje niezależność finansową i robi dużo dla głowy. I nie ma presji – można testować, czy pomysł wypali. A może nie chcemy biznesu, tylko dorabiać. Też okej. A może stworzymy imperium – kto wie.

Sylwia:
Dokładnie. Czasem małymi kroczkami budujemy coś dużego. U ciebie zaczęło się od obrazka, hobby, pasji – i nagle zbudowałaś coś sporego. Twoja marka pojawia się w mediach, typu „Pytanie na śniadanie”. Jak do tego doszło? Oni cię znaleźli czy ty ich?

Daria:
Dotrzeć jest trudno, ale możliwe. Trzeba próbować. Mnie w większości znaleźli. Zrobiłam jedno działanie – lokalne. Jestem z Łodzi, a przy konserwacji bukietów zależy mi, żeby bukiety były dostarczane osobiście – są świeższe, a świeżość ma duże znaczenie.

Daria:
Napisałam do profilu „Kocham Łódź” na Instagramie (kilkaset tysięcy obserwujących). Nawet nie przeczytali wiadomości. Stwierdziłam: zrobiłam co mogłam. [śmiech] Klientki i tak się pojawiały, algorytm lokalnie podpowiadał.

Daria:
Ale przy okazji kolejnej relacji oznaczyłam ich drugi raz. Okazało się, że wtedy dotarli do mojej wiadomości i się zainteresowali. Napisałam, czy słyszeli o prasowaniu kwiatów, że jestem z Łodzi, może fajnie byłoby to pokazać. Myślałam też o przyszłości: o uczeniu, ebooku, kursie online, warsztatach.

Daria:
Przyjechała do mnie dziewczyna z lokalnych mediów i nagrała krótką rolkę. Na Instagramie poszło ładnie, ale na Facebooku wybuchło: tysiące wyświetleń, tysiące komentarzy – wspierających. Pojawiały się też komentarze: „kiedyś takie były w Cepelii”. Trochę pogrzebałam w historii i faktycznie, takie rzeczy już kiedyś były tworzone.

Daria:
Potem zainteresował się lokalny YouTube – dłuższa rozmowa, ok. 15 minut. Dzięki temu znalazła mnie lokalna telewizja – TVP3 Łódź przyjechało do mojego mieszkania, prasowałyśmy kwiaty z dziennikarką. A jak zadzwoniło „Pytanie na śniadanie”, okazało się, że robią research w lokalnych mediach.

Daria:
Cenna uwaga: warto uderzać do lokalnych mediów – gazeta, portal, profile promujące mieszkańców. Duże media patrzą na lokalne. Warto rozszerzać bańkę od najbliższego otoczenia, zamiast od razu celować w ogólnopolskie, gdzie trudno się przebić.

Daria:
Ja nie pisałam do ogólnopolskich, a byłam w „Pytaniu na śniadanie” dwa razy, w „halo tu Polsat”, w lokalnej telewizji, był wywiad do Onetu. Ostatnio byłam w „Chwili dla ciebie”. Dzieje się. Niszowe tematy mają „branie”, bo są ciekawe.

Sylwia:
To dobry tip, bo ludzie uderzają do dużych influencerów i pomijają małe lokalne konta, które często mają mniejszą, ale bardziej zaangażowaną społeczność.
A jak pozyskujesz klientów poza tymi mediami? Co doradziłabyś dziewczynom z niszowym pomysłem?

Daria:
Po pierwsze: określić niszę i klienta. Nie uderzać do wszystkich. U mnie są dwa typy klientów: przyszła panna młoda (konserwacja bukietu ślubnego) i druga grupa: rękodzielnicy, pasjonaci, osoby, które chcą odpocząć „z kwiatem w ręku”, w rytmie slow, manualnie.

Daria:
Ważne też oszacować możliwości. Proces jest czasochłonny, długi, więc nie mogę przyjąć nie wiadomo ile bukietów – mam dwie ręce. Trzeba sobie zadać pytanie, czy się nie wypalimy i czy to dalej będzie przyjemność.

Daria:
Drugie: odpowiednie medium. Unikałabym bycia wszędzie – to męczące i treści trzeba dostosowywać. Lepiej zrobić jedno dobrze niż kilka po łebkach. Można repostować, ale skupić się na jednym.

Daria:
U mnie to „chłonie się oczami”, trzeba zwizualizować: „przed i po”, emocje klientki – więc Instagram. Jeśli produkt bardziej rozwojowy/online’owy, to może TikTok, bo „gadające głowy” tam dobrze działają. Wybór medium do grupy docelowej.

Sylwia:
Często chcemy być wszędzie, wkładamy mnóstwo energii i potem brakuje mocy przerobowych. A ty robisz to wszystko sama?

Daria:
Jeszcze nie mam zespołu. Na razie robię sama: przyjmuję bukiety, ogarniam. To, co zlecałam od początku, to księgowość. Nie bójmy się delegować. Księgowość by mnie zabiła, więc oddelegowałam od razu.

Daria:
Oddelegowałam też stronę internetową. Niezależnie od medium – zróbmy stronę, żeby się pozycjonowała, żeby działało SEO, żebyśmy byli widoczni w sieci. Nawet jeśli to ma być wizytówka.

Daria:
Zmiany na stronie deleguję do wirtualnej asystentki (nie na bieżąco, raczej paczkami). Lubię grzebać, ale wiem, że jestem od tworzenia.

Daria:
Na początku wpadłam w szał: więcej, więcej. Trudno mi było odmawiać. Z czasem się zajechałam. Media i wywiady szły lawinowo, zamówień przybywało. Trudno odmawiać pannom młodym, bo to emocjonalne. Ale nauczyłam się odmawiać: ważniejsza jest jakość i to, żebym była względnie wypoczęta.

Daria:
Ustaliłam limit bukietów, wydłużyłam czas realizacji. Stworzyłam też autorskie prasy botaniczne – część robię u siebie, część deleguję (deski, grawer), a potem pracuję na materiale.

Daria:
Warsztaty pozwalają pracować z małą grupą i nadzorować na bieżąco. A ebook i kurs online – pójście w online’y – to był game changer.

Sylwia:
Chciałam zapytać o skalowanie przez produkty cyfrowe. Skąd u ciebie pomysł na ebook i kurs?

Daria:
W Polsce nie było materiału edukacyjnego o prasowaniu kwiatów. Uczyłam się metodą prób i błędów, szukałam wiedzy za granicą: USA, Australia, Wielka Brytania – tam są duże firmy od konserwacji bukietów.
Spisałam wszystko, w tym błędy, żeby ktoś nie musiał poświęcać tyle czasu i mógł ich uniknąć. Tak powstał ebook.

Daria:
Po ok. pół roku zrobiłam kurs online dla osób, które potrzebują wizualnej nauki. Ebook jest wygodny (telefon, łąka, opis 10 gatunków kwiatów), ale część osób woli wideo. Rozszerzyłam więc nauczanie o nagrania w dobrej jakości, z profesjonalnym montażem, zbliżeniami – jak przygotować kwiat, ułożyć w prasie, wyjąć.

Sylwia:
Tak często jest: zaczynamy od małego produktu, rozbudowujemy w większy.
Dostajesz też pytanie: czy nie boisz się szkolić konkurencji?

Daria:
Bardzo dobrze – niech tworzą. [śmiech] Uwielbiam to pytanie. Po pierwsze nie uznaję słowa „konkurencja”, tylko partnerstwo biznesowe. W tak niszowych biznesach, zależnych od dwóch rąk, mamy ograniczenia fizyczne.

Daria:
Po drugie, to nadal jest niszowe: panny młode wciąż mówią „nie wiedziałam, że można coś takiego zrobić”. Im nas więcej w różnych częściach Polski, tym łatwiej budować świadomość. Wolę poszerzać przestrzeń, a nie zamykać się w „moje, moje”.

Sylwia:
To się też łączy z lokalnością – świeżość bukietu, odbiór. I w innych branżach też można współpracować, polecać się.

Daria:
Dokładnie. Wymieniamy się, polecamy. Z sukcesem „wyszkoliłam konkurencję”. Dziewczyny złapały bakcyla, tworzą piękne obrazy, liczę, że będą zakładać firmy. Jesteśmy w kontakcie. Na konferencji Małego Biznesu w Białymstoku była ze mną Kasia z pierwszych warsztatów – świetnie sobie radzi.

Daria:
Większość bukietów przychodzi wysyłkowo, ale wolę spotkania osobiste. Jak wiem, że ktoś jest z okolic Krakowa czy Tarnowa, wiem komu polecić. Jeśli mam duże obłożenie, wolę powiedzieć: „Nie mogę przyjąć, ale znam kogoś, kto może mieć czas”.

Daria:
To buduje wizerunek. Klientka dostaje sprawdzoną osobę. To działa dobrze dla wszystkich. A poza social mediami i stroną zawsze dobrze działają polecenia – trzeba dbać o opinie, zbierać je i nie bać się prosić.

Daria:
Feedback – nawet konstruktywny – to lekcja. Co roku się czegoś uczę, choćby zapis w umowie, który chroni mnie i klientkę.

Sylwia:
A umowy u was funkcjonują przy konserwacji bukietu?

Daria:
Tak, od razu działałam na umowie. To ważne, żeby obie strony wiedziały, czego się spodziewać i jak dochodzić praw. Lepiej niż słowo przeciwko słowu albo rozmowa na Instagramie. Na piśmie obie strony są zabezpieczone. Ja mogę wrócić do ustaleń, planować ramy, sezon.

Daria:
Zachęcam, żeby chronić się prawnie i klienta też – „żeby podkładka była”.

Sylwia:
Jakie trzy rady dałabyś osobom, które chcą zacząć rękodzielniczy/twórczy biznes, ale boją się zacząć?

Daria:
Moje motto: „Bój się i rób” (Natalia de Barbaro). Codziennie staraj się wychodzić ze strefy komfortu – małymi rzeczami. To wytrąca z rutyny i uruchamia głowę. W biznesie też tak działa.

Daria:
Jeśli boisz się pokazywać twarz na Instagramie, nie zaczynaj od mówionych rolek i live’ów – może nagraj głos. Kombinuj.

Daria:
Druga rzecz: nie bać się błędów i wyciągać lekcje. I zainteresować się działalnością nierejestrowaną – to moment, gdy można popełniać błędy bez wielkich inwestycji. Nie mam sztabu, działam sama i da się.

Daria:
Działalność nierejestrowana to pas startowy, poligon. Można stopniowo coś wprowadzać, testować. Ja nadal prowadzę działalność gospodarczą, równolegle pracując na etacie. Nie chodzi o to, żeby od razu rzucać pracę, brać kredyt i robić rewolucję. Jeśli się boimy, lepiej działać stopniowo.

Daria:
Warto zrobić mapę myśli: co jest potrzebne w firmie. Ja nie miałam zaplecza, nikt w rodzinie nie prowadził firmy. Biznes jest młody: założyłam go 3 sierpnia 2023 roku (dwa lata z kawałkiem). Jeszcze długo będę się uczyć. Zawsze można wymyślić nowe kierunki albo skalowanie.

Daria:
„Bój się i rób” to podstawa: marzenia bez działania nic nie dadzą. Małe kroki, działalność nierejestrowana, sprawdzenie limitów i wymogów. Co najgorszego może się stać? Może się nie udać. Ale bardziej będziemy żałować, jeśli nie spróbujemy.

Sylwia:
Dokładnie. Lepiej żałować, że się spróbowało, niż że się nie zrobiło nic. Wystarczy też publikować w social mediach i obserwować reakcje.

Sylwia:
Podziwiam, jak łączysz etat, rodzinę, biznes i produkty.

Daria:
Był moment, że się zajechałam. Trzeba umieć powiedzieć „dość”, dawkować, wyznaczać priorytety. Nie brać na barki więcej, niż jesteśmy w stanie unieść. Lecimy na dopaminie, ale w pewnym momencie organizm puści – ucierpi zdrowie, rodzina, praca.

Daria:
Ale to nie powinno powstrzymywać przed próbowaniem. Działalność nierejestrowana daje kontrolę nad czasem: pół godziny raz w tygodniu – okej. Pół godziny dziennie – okej. Dwie godziny dziennie – super. Tempo może być różne.

Daria:
Na początku, gdy zaczynamy sprzedawać, nie celujmy w najbliższych. Rodzina i znajomi zwykle nie są klientami. Można się zamknąć w kółeczku „sprzedaję rodzinie” i nie wyjść dalej. Albo uznać „rodzina mnie nie wspiera”, bo nie lajkuje, nie udostępnia – ale czy oni są klientem? Najczęściej nie.

Sylwia:
I jeszcze chcą po kosztach.

Daria:
Właśnie. I kolejna rada: nie słuchać innych. Jak czujesz, że to twoje, że sprawia ci przyjemność i ma potencjał, brnij. Najwyżej się nie uda. Ale jak wyjdzie, historia jest zupełnie inna.

Daria:
Ludzie będą gadać, niezależnie czy robisz dobrze czy źle. Rób to dla siebie i dla klientów, żebyś czerpała satysfakcję, a nie uszczęśliwiała „doradców” – najczęściej tych, których nikt nie pytał.

Sylwia:
Dokładnie. Ci, którzy nic by nie kupili, mają najwięcej do powiedzenia.

Daria:
Albo nie mają odwagi na samorealizację. To też ludzka natura.

Sylwia:
Na zakończenie: jakie masz plany na przyszłość marki? W którą stronę chcesz iść – produkty cyfrowe, szkolenia?

Daria:
Nie powiem. Zostawię trochę dla siebie. Kiedyś dużo mówiłam, teraz mniej mówię, więcej robię. Po tym, jak się zajechałam, zmieniłam podejście i poszłam bardziej w szkolenia – to mi się sprawdza i będę to kontynuować.
Dojrzałam też do realizacji tego, co wcześniej zapowiadałam. Trzymaj kciuki, żeby mi się udało.

Sylwia:
Będziemy trzymać kciuki. Jak będzie na rynku, daj znać – pochwalimy w grupie Specek. Dzięki serdeczne za dzisiaj i za zaangażowanie w kalendarz adwentowy. Dziewczyny, wpadajcie, zapisujcie się – będzie okazja jeszcze Darii posłuchać. I oczywiście wpadajcie na profil, bo to jest naprawdę fajne. Też wcześniej o tym nie słyszałam – przy researchu spędziłam chyba dwie godziny na przeglądaniu sociali i strony. Zachęcam do zajrzenia. Dzięki za uwagę i jeszcze raz dziękuję. Do zobaczenia. Cześć.

Daria:
Cześć.

Dołącz do Przystani Specek – miejsca, gdzie kobiety uczą się budować własne strony, sklepy, platformy kursowe i marki online - bez stresu, w zgodzie z sobą, ze wsparciem mentorki i cudownej społeczności innych Specek.👉 Kliknij i wejdź na pokład

Podziel się swoją opinią
Avatar photo
Sylwia Stein
Artykuły: 21

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *